Przejdź do treści
Serwis o logistyce, transporcie i magazynowaniu Wydanie internetowe, aktualizowane cotygodniowo
Logistiq
Serwis o logistyce, transporcie i magazynowaniu
Spedycja

Pierwszy kontener przez Gdańsk: czego nie wiedziałam przed importem

Sklep sprowadził pierwszą partię towaru przez port w Gdańsku i wpadł w cztery pułapki, których nie było w ofercie. Opisuję je razem z kosztami.

Kontenerowiec przy nabrzeżu i dźwigi portowe

Hasło „spedycja międzynarodowa Gdańsk” wpisywałam z ramienia sklepu, który sprowadzał pierwszą partię towaru z Azji. Oferta wyglądała prosto: kwota za kontener od portu nadania do magazynu pod Poznaniem. Rachunek końcowy był wyższy o czterdzieści procent i żadna z tych dopłat nie była nieuczciwa. Wszystkie były w cenniku, którego nikt nie przeczytał.

LCL czy FCL, czyli pierwsza decyzja z konsekwencjami

Sklep miał towar na osiemnaście metrów sześciennych, czyli mniej niż połowę kontenera czterdziestostopowego. Wybraliśmy przesyłkę zbiorczą, gdzie płaci się za zajętą objętość i dzieli kontener z innymi ładunkami. Stawka wyszła korzystniej, ale doszły dwie rzeczy, o których nie pomyślałam.
Pierwsza to czas. Przesyłka zbiorcza czeka na skompletowanie kontenera przy nadaniu i na rozformowanie przy odbiorze, co dodało dziewięć dni do deklarowanego tranzytu. Druga to ryzyko uszkodzeń, bo towar jest przeładowywany i stoi obok cudzych palet. Przy drugiej dostawie, już na trzydzieści metrów, poszliśmy w pełny kontener i różnica w koszcie na metr sześcienny wyszła niewielka, a spokój duży. Granica opłacalności w naszym przypadku wypadła w okolicach dwudziestu pięciu metrów.

Opłaty, które doszły po stronie portu

Pozycje doliczone do frachtu morskiego

Fracht morski to była tylko jedna pozycja. Do niej doszły opłaty terminalowe w porcie wyładunku, opłata za dokumenty, opłata paliwowa, a przy przesyłce zbiorczej także koszt rozformowania kontenera w magazynie. Razem kilkaset euro, wszystkie wymienione w ofercie skrótami, których nie rozszyfrowałam przy pierwszym czytaniu.

Wolny czas, demurrage i detention

Najdroższa lekcja dotyczyła jednak wolnego czasu na odbiór. Kontener stojący na terminalu dłużej niż okres bezpłatny generuje opłatę za składowanie, a jednostka nieoddana armatorowi w terminie opłatę za jej przetrzymanie. Wolny czas wynosił u nas siedem dni i wydawał się długi, dopóki odprawa nie utknęła na jednym dokumencie. Cztery dni zwłoki kosztowały ponad dwa tysiące złotych, czyli więcej niż transport z portu do magazynu. Dziś pilnuję tego terminu bardziej niż samego frachtu.

Odprawa celna i dokumenty, na których wszystko stoi

Zgłoszenie celne robiła za nas agencja i to była dobra decyzja, bo pierwsza odprawa ma zbyt wiele miejsc na pomyłkę. Potrzebne były faktura handlowa, specyfikacja pakowania, dokument przewozowy i świadectwo pochodzenia. Zabrakło jednego: deklaracji zgodności dla produktów, które jej wymagały, i to właśnie ten brak wstrzymał zwolnienie towaru.
Druga sprawa to podatek od towarów i usług przy imporcie. Płaci się go przy odprawie albo rozlicza w deklaracji, jeśli spełnione są warunki i towar idzie do dalszej sprzedaży. Różnica jest wyłącznie w przepływie pieniędzy, ale przy kontenerze wartym sto tysięcy złotych ta różnica to kilkadziesiąt tysięcy zamrożonych na miesiąc. Warunki dostawy z kontraktu, o których pisaliśmy przy okazji Incoterms, rozstrzygają z kolei, kto płaci fracht i od którego momentu ryzyko przechodzi na kupującego. Ten jeden skrót w zamówieniu decyduje o połowie rachunku.

Co zrobiłabym inaczej przy pierwszej dostawie

Poprosiłabym o ofertę rozbitą na pozycje, z osobnym wierszem na każdą opłatę portową i z podanym wolnym czasem na odbiór. Spedytorzy podają to bez problemu, gdy się o to zapyta wprost, a bez pytania podają kwotę zbiorczą, bo tak wygląda konkurencyjnie w porównaniu ofert.
Zaplanowałabym też dostawę z zapasem czterech tygodni wobec terminu wejścia towaru do sprzedaży. Kontenerowiec spóźnia się rutynowo o kilka dni, przeładunek w porcie przesiadkowym potrafi dodać tydzień, a odprawa jest nieprzewidywalna przy pierwszej współpracy. Trzecia rzecz to pytanie o dowóz z portu do magazynu na etapie oferty, bo transport kolejowy z terminala do Poznania albo Warszawy bywa tańszy i pewniejszy od samochodu, tylko trzeba go zamówić z wyprzedzeniem, a nie w dniu wyładunku.

Katarzyna Woźniak

Ekspertka logistyki e-commerce i obsługi biura. Zajmuje się wysyłkami, zwrotami oraz dokumentacją, czyli tym, co w sklepach internetowych najczęściej zawodzi klientów. Wie, ile realnie kosztuje jedna nieudana dostawa i jak wygląda proces zwrotu z perspektywy magazynu, a nie regulaminu. Doradza małym sklepom, jak poukładać logistykę zanim zamówień przybędzie więcej, niż firma jest w stanie obsłużyć.

Może Cię zainteresować

Magazyn z góry: osoba ciągnie paletę z kartonami, obok dwie osoby przy regale
Spedycja

Neutralizacja dokumentów w spedycji: po co i jak to działa

Jak ukryć dane producenta przed odbiorcą i nie złamać przy tym prawa: techniki, koszty od 15 zł za paletę, granica przy dokumentach celnych i lista detali, na których to się sypie.

Osoba w białej koszuli rozmawia przez telefon stacjonarny w biurze
Spedycja

Jak wybrać spedytora: 6 pytań, które oddzielają profesjonalistę

Sześć pytań, po których poznasz zawodowca, wyłączenia w polisie OCP, limit odszkodowania z konwencji CMR i test na trzech zleceniach zamiast wiary w prezentację.

Pociąg towarowy z kontenerami na terminalu przeładunkowym
Spedycja

Transport intermodalny: kiedy kolej plus ciężarówka się opłaca

Kolej na dłuższym odcinku, ciężarówka na pierwszej i ostatniej mili. Transport intermodalny łączy oba światy, ale nie na każdej trasie się opłaca.